Matka i córka - szczególny związek. W miłości matki do córki niezbędny jest zdrowy dystans, aby córka mogła żyć. Symbioza matki i córki, zawsze naturalna z dzieckiem w pierwszym roku życia, nie powinna trwać dłużej, a może być pokusą dla matki. Relacja matki i córki od samego początku ma w sobie coś szczególnego ze 18.10.2016. Redakcja. samotna matka samotne macierzyństwo wychować dziecko w pojedynkę. W mediach coraz częściej możemy usłyszeć informacje o rozpadzie wartości rodzinnych, większej liczbie rozwodów, a także ojcach i matkach samotnie wychowujących dzieci. Według badań Eurostatu z 2011 r. samotne matki stanowią 3,3% polskiego nie wiem,od czego zacząć, bo świat mi się wali na głowę i to tak szybko,że się nie spodziewałam. Wczoraj w nocy mój mąż wrócił do domu, raczej o 4 i powiedział mi,że coś czuje do jednej dziewczyny, która jest u niego na uczelni. Bylam samotna matka dwójki dzieci ,po rozwodzie dostalam takiego kopniaka do dzialania..radzilam sobie ze wszystkim, z chorobą,sprzątaniem, gotowaniem,zakupami ,myciem okien i myciem dzieci ,z codziennym czytaniem i malowaniem scian na święta ,z wyjazdem na wakcacje nad morze z maluchami (1.5 roku i 2latka) i z finansami i brakiem Czy samotna 27 latka w Polsce ma duże szanse kogoś poznać na poważnie (do związku)? tryb życia: praca, jakieś zajęcia, dom. kilka podróży do roku, średnio 50 dni poza miastem/ Polską w Na szczęście istnieją sprawdzone metody, które pozwolą na samodoskonalenie, korzystanie z porad specjalistów. Dzięki nim Twoim znakiem rozpoznawczym stanie się modna fryzura, wystrzałowe ciuchy i uśmiech od ucha do ucha! Zatem jeśli czeka Cię pierwsza randka - Oczaruj Go! Samotna mama może być jak super dama, wystarczą chęci. Samotne rodzicielstwo, tj. samodzielna opieka nad dzieckiem, jest obciążeniem dla matki czy ojca. Mimo że takie osoby najczęściej mogą liczyć na alimenty od drugiego rodzica, to jednak ich W rankingu znaków zodiaku Waga jest tym, który ma największe szanse na miłość. Jest towarzyska, niezwykle lojalna w stosunku do partnera, a także bardzo romantyczna. Uwielbia obsypywać drugą połówkę prezetami i sprawiać jej przyjemność. To wszystko sprawia, że Waga rzadko kiedy jest singielką. Raki są najbardziej wrażliwymi Odp: Czy samotna od wielu lat dziewczyna ma prawo znaleźć sobie przyjaciela Czemu uważasz, że masz małe szanse na zakochanie się, znalezienie miłości itd.? ja znam takich co po 40 pierwszy raz się zakochują, zakładają rodziny, dzieci itd. No i jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. W którymś momencie zdałam sobie sprawę, że czy mi się to podoba, czy nie, samotna matka poszukująca partnera na stałe, tak naprawdę staje przed wyborem pomiędzy własnym dobrem a dobrem dzieci. Tak, znam te hasła: "szczęśliwa matka — szczęśliwe dzieci", ale nie do końca się z tym w57F. Wydawało mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Brzmiała ona NIE. Kiedy odeszłam od ojca Jakuba byłam pewna, że już do końca życia będę sama. Po wszystkim co przeszłam, zwyczajnie nie wyobrażałam sobie, abym mogła stworzyć normalny i przede wszystkim oparty na zdrowych relacjach związek z jakimkolwiek mężczyzną. Całą miłość do byłego partnera wlałam w swoje dziecko, które stało się moim jedynym punktem zaczepienia. Właściwie śmiało można powiedzieć, że niemal całe swoje życie i całą swoją codzienność całkowicie podporządkowałam macierzyństwu. Oczywiście początkowo nie widziałam w tym niczego złego, bo Jakub przesłonił mi cały świat. Z czasem jednak zapragnęłam czegoś więcej i wtedy założyłam bloga, a jakiś czas później zaczęłam szyć. Wydawało mi się, że mam wszystko czego potrzebuję do szczęścia. Na samą myśl o ewentualnym partnerze wzdrygałam się i grymasiłam. Nie wyobrażałam sobie, aby do tak zgranego duetu mógł dołączyć ktoś jeszcze. Nie chciałam tego i unikałam wszelkich sytuacji, które mogłyby do tego w jakikolwiek sposób doprowadzić. Nie wierzyłam w to, że po ziemi krzątają się jeszcze porządni mężczyźni, którzy byliby w stanie pokochać nie tylko mnie, ale i moje dziecko; i którzy dodatkowo byliby jeszcze wolni. Nie wyobrażałam sobie, aby jakikolwiek mężczyzna mógł wychowywać moje dziecko. Nie wyobrażałam sobie, aby mógł na nie krzyknąć, nawet w słusznej sprawie. Nie wyobrażałam sobie, abym mogła dzielić swoją codzienność z kimś jeszcze. Budziłam się i zasypiałam wtulona w Jakuba i naprawdę z całego serca chciałam, by tak było już zawsze. I prawdę mówiąc- byłam pewna, że tak właśnie będzie mimo tego, że wielu ludzi wciąż powtarzało mi, że nadejdzie taki magiczny dzień, w którym my pokochamy kogoś, a ktoś pokocha nas. Ot tak, bez powodu, bezgranicznie. Zawsze wybuchałam śmiechem. W ten sposób przeżyłam z Jakubem spory kawał czasu. Spory- biorąc oczywiście pod uwagę jego wiek. Spełniałam się szyjąc ubrania i dodatki, spełniałam się prowadząc bloga, spełniałam się w macierzyństwie. Mimo tego, że napotykaliśmy na mniejsze i większe problemy- wszystko było takie idealne, perfekyjne. Podróżowaliśmy, śmialiśmy się, spacerowaliśmy. Świetnie radziliśmy sobie bez względu na wszystko i wszystkich. Byliśmy bardzo szczęśliwi. STARA MIŁOŚĆ NIE RDZEWIEJE? Nagle spadło na mnie coś, co niektórzy nazywają gromem z jasnego nieba. Uderzyło tak silnie, że początkowo byłam przerażona i odrzucałam od siebie jakiekolwiek opcje na przyszłość. Los jednak chciał, że ów grom z nieba był silniejszy ode mnie i w moim życiu pojawił się ktoś, kto bywał w nim od czasu do czasu już ponad siedem lat temu. Ktoś kto sprawił, że zaczęłam się uśmiechać jeszcze bardziej- szczerzej, mocniej, częściej. Ktoś kto sprawił, że zaczęłam czuć, że naprawdę żyję. W pełni. Ktoś kto sprawił i sprawia nadal, że moje dziecko również się uśmiecha. Ktoś, kto całkowicie odmienił nasze życie, a przy tym również i swoje. Czas leci strasznie szybko. Niedawno wszyscy nakręcali się premierą “50 twarzy Grey’a“, a teraz mamy już drugą połowę kwietnia. Za dwa tygodnie o tej porze będziemy już po przeprowadzce do Gdańska. Wracam do miejsca, które jest mi w jakiś sposób najbliższe i w którym czuję się najlepiej. Do miejsca, które z żalem opuszczałam kilka lat temu. Do miejsca, w którym teraz zostawiłam spory kawałek swojego serca. Tym razem wracam tam jednak z Jakubem. Wracam z całkowitą pewnością, że najlepsze dopiero przede mną. Z pewnością, że robię dobrze. Tym sposobem żegnam się z łatką samotnej/samodzielnej matki. Szczytem hipokryzji byłoby używanie tego określenia prze mnie w tym momencie. Jest przecież ktoś, kto dzieli z nami codzienność. Ktoś kto zasypia i budzi się obok nas. Ktoś kto sprawia, że nasze życie wygląda nieco inaczej niż dotychczas. I o tyle, o ile ta inność jakiś czas temu strasznie mnie przerażała- o tyle teraz wiem, że teraz jestem naprawdę szczęśliwa. I nie. NIE BĘDĘ PRZEPRASZAĆ ZA SWOJE SZCZĘŚCIE. *** Raz jeszcze zapraszam Was do najnowszej gazetki, która wejdzie w życie już za dwa dni! Rejestracja Użytkownik: Hasło: Autoagresywni Strona Główna » To, co nas trapi » Sercowe rozterki » Samotna matka i szansa na miłość Idź do strony: 1 2 » Poprzedni temat «» Następny temat Samotna matka i szansa na miłość Autor Wiadomość Camaleao[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:08 Samotna matka i szansa na miłość ja nie wiem... ale wierzę, że tak może być. Ostatnio zmieniony przez Ella 2015-06-30, 20:57, w całości zmieniany 1 raz Samotna matka i szansa na miłość Pestka[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:08 Cherry, oczywiście, że masz szansę być szczęśliwa! Każdy ma szansę być szczęśliwy, nawet, jak nie widać na to szansy. Moim zdaniem jeśli ktoś naprawdę będzie kochał Ciebie, to i Twoją córeczkę pokocha, bo obie jesteście tego warte. Samotna matka i szansa na miłość inside[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:10 Cherry napisał/a: Może ktoś z was wie czy samotna matka ma szanse być szczęśliwa? Czy to realne? Czemu miałoby być nierealne...? Pewnie że samotna matka ma szansę być szczęśliwa, i jest to jak najbardziej realne! Grunt żebyś sama sobie dała taką szansę... Ostatnio zmieniony przez 2010-02-09, 19:42, w całości zmieniany 1 raz Samotna matka i szansa na miłość hum_dk[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:11 Cherry, a dlaczego miałabyś nie mieć na to szansy? Każdy ma szansę na szczęście. Wszystko zależy od tego, jakich ludzi spotkasz. Wszystko jest możliwe, główka do góry! *tuli* Samotna matka i szansa na miłość inside[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:18 Cherry napisał/a: No właśnie ostatnio ktoś mi napisał, ze mam jedna wadę. Spytałam się jaka. W odpowiedzi przeczytałam 'dziecko'. To chyba coś jest z nim nie halo, skoro dziecko traktuje jako wadę... No ale fakt, to już jest jakaś odpowiedzialność faceta względem kobiety z dzieckiem... Jak się odważy to można chyba spróbować... Cherry napisał/a: Ta osoba boi się, ze jak je pokocha to i pokocha mnie. chyba chodzi oto by ta osoba pokochała Ciebie i dziecko...? Czy nie oto chodziło? Ostatnio zmieniony przez 2010-02-09, 19:43, w całości zmieniany 1 raz Samotna matka i szansa na miłość hum_dk[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:18 To nie jest wada. Dzięki temu może łatwiej będzie dostrzec, czy tej osobie będzie na Tobie naprawdę zależeć. Bo jeśli i na Tobie, to powinno zależeć też na Twoim dziecku, bo przecież jest częścią Ciebie. Samotna matka i szansa na miłość hum_dk[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:26 Tego czy będziesz miała okazję dać komuś szansę, nie wiesz, czas pokaże, miejmy nadzieję, że tak Samotna matka i szansa na miłość inside[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:26 Cherry napisał/a: Szanse mogę dać tylko czy będę miała komu xD Najpierw sobie, że możesz być szczęśliwa Cherry napisał/a: Oto chodzi. No właśnie bo tu już trzeba kochać dwie osoby, a nie jedna. Ale Ty się oto boisz czy ta osoba się obawia tego że musi pokochać zarówno Ciebie jak i dziecko? Ostatnio zmieniony przez 2010-02-09, 19:44, w całości zmieniany 1 raz Samotna matka i szansa na miłość Sadyceuszka[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:28 Matka z dzieckiem ma szansę na bycie szczęśliwą i na miłość. W najbliższej rodzinie mam tego przykład. Kobieta przechodzi aktualnie burzliwy rozwód, który ciągnie się już jakiś czas, ale akurat miała dość hmm... specyficznego męża i aktualnie znalazła faceta, którą ją kocha i pokochał jej syna. Inna zaszła w ciąże poza małżeństwem, facet się wystraszył i uciekł. Aktualnie znalazła takiego, który kocha ją i małego. Są razem szczęśliwi. Mam również znajomą, co prawda aktualnie nie jest w związku, ale ni zmienia to faktu, że w takowym była. I jeżeli Twoją wadą jest dziecko, to ona ma dwie takie wady. I jest cholernie szczęśliwa. Trzeba sobie tylko pozwolić na to szczęście. Dać sobie szansę, by je spotkać i łapać, kiedy się je widzi, a nie zostawiać, by zniknęło. Cherry napisał/a: Ta osoba boi się, ze jak je pokocha to i pokocha mnie. Tego chyba nie rozumiem. Cherry napisał/a: Bo wiadomo dziecko to obowiązek. I już taka matka oczekuje czegoś innego niż przelotny romans. Przelotnego romansu też oczekują... Cherry napisał/a: Bo wiadomo dziecko to obowiązek. I już taka matka oczekuje czegoś innego niż przelotny romans. Przelotnego romansu też oczekują... Ostatnio zmieniony przez 2010-02-09, 19:45, w całości zmieniany 3 razy Samotna matka i szansa na miłość calendula[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 21:55 A ja się przyczepię OT. Niech ktoś poprawia te karygodne błędy w poście Sad D: Maj ajs! Cherry, może połącz te swoje trzy posty? A co do tematu - Cherry, popatrz na to inaczej - jeśli pokocha Ciebie, to i dziecko, prawdopodobnie. Ale jest też i druga strona medalu - czy dziecko zaakceptuje nowego tatę? W Twoim przypadku to raczej nie jest problem, bo Olivia jest jeszcze mała, prawdopodobnie nie będzie pamiętać prawdziwego ojca. Cherry, na Twoim miejscu zastanowiłabym się głęboko, czego teraz naprawdę potrzebujesz. Czy nowego związku czy może czegoś przelotnego? Samotna matka i szansa na miłość calendula[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 22:01 Cherry, wiem, że mamy tak samo Dlatego zapytałam - może jednak coś przelotnego? W sumie - zawsze taki 'romans' może się przerodzić w poważny związek. A tak naprawdę, to zrobisz, co będziesz uważała za dobre dla siebie, mam nadzieję. Samotna matka i szansa na miłość Tracy[Usunięty] Wysłany: 2010-02-02, 23:09 Można wierzyć w to, że będzie się szczęśliwym, albo nie. Gwarancji nikt nie wystawi. A życie pisze różne scenariusze. I złe i dobre. Samotna matka i szansa na miłość Somebody[Usunięty] Wysłany: 2010-02-04, 15:47 Masz szanse i to spore W porządku z Ciebie kobitka, sam wiele razy Ci to powtarzałem Zajdzie się odpowiedni men zobaczysz lit. edit by ATW Ostatnio zmieniony przez 2010-02-09, 19:41, w całości zmieniany 1 raz Samotna matka i szansa na miłość Naamah[Usunięty] Wysłany: 2010-02-04, 16:28 Samotna matka? Oczywiście, że ma. Dlaczego nie? Ma szansę na równie szaloną, namiętną i prawdziwą miłość, co nastolatka, czy kobieta bez dzieci:* Zwłaszcza, ktoś tak niezwykły jak Ty...:* Samotna matka i szansa na miłość Camaleao[Usunięty] Wysłany: 2010-04-15, 20:47 a ja przestałam w to wierzyć... nie wiem czemu, ale teraz wydaje mi się to takie nie realne... I po mimo, że podjęłam decyzję, miałam odpowiedni moment - nie odeszłam od męża, bo.. bo BAŁAM się, że będę sama. Samotna matka i szansa na miłość Wyświetl posty z ostatnich: Autoagresywni Strona Główna » To, co nas trapi » Sercowe rozterki » Samotna matka i szansa na miłość Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz głosować w ankietach Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Skocz do: Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB GroupStrona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 18 Samotnych matek w Polsce przybywa. Powody są różne – rozwody, przypadek, czasem świadoma decyzja, by dziecko wychowywać w pojedynkę. Statystyki mówią, że nawet co czwarte dziecko wychowuje się w rodzinie niepełnej, zazwyczaj mieszka z mamą. Różne są historie kobiet i różna jest ich sytuacja zawodowa oraz finansowa. Badania pokazują, że większość samotnych matek to kobiety w wieku 27-45 lat – w wieku, kiedy mogłyby pracować, rozwijać się i wykorzystywać szansę na budowanie lepszej przyszłości dla siebie i dzieci. Dla wielu samotne macierzyństwo to jednak walka o byt, zawodowa próżnia i bezsilność – bez wsparcia rodziny, nie decydują się na ryzykowne posunięcia. – Dlatego tak ważne jest pokazywanie przykładów kobiet, którym się udało – mówi Urszula Wiśniewska, samodzielna mama nastoletniej córki, założycielka Independent Economic Experts’ Institute i specjalistka w zakresie bankowości. O tym, czym był dla niej rozwód, przed jakimi wyzwaniami stanęła, jak wesprzeć inne samotne matki, jak godzi realizowanie kolejnych projektów z wychowaniem dorastającej córki, czego stara się ją nauczyć i jaki jest koszt samotnego macierzyństwa opowiada Dagny Kurdwanowskiej. Jakiś czas temu napisałaś do nas, proponując podjęcie tematu samotnych matek, które osiągają sukces zawodowy i wyzwań, przed którymi stają. Jesteś jedną z nich. Początkowo trochę obawiałam się, że rozmowa sprowadzi się do narzekania o tym, jak jest ciężko. Tymczasem na naszym pierwszym spotkaniu zobaczyłam kobietę sukcesu, która wie, czego chce i nie zamierza narzekać. Samodzielnie wychowujesz nastoletnią córkę, rozwijasz właśnie nowy projekt, Akademię Start&Up, którą tworzysz z myślą o wsparciu przedsiębiorców. Jak byś określiła punkt, w którym teraz się znajdujesz? Jestem kobietą spełnioną. Żyję realizując swoje pasje. Mam dużą satysfakcję z tego, co robię. Czuję, że warto było poświęcić ten czas, energię i emocje, żeby dojść tu, gdzie jestem. Zaczynam wykorzystywać to wszystko, co zainwestowałam w swój rozwój osobisty i zawodowy. Kilka lat temu byłaś w zupełnie innym miejscu – na życiowym zakręcie. Kilka lat temu moje życie było ustabilizowane – mąż, kilkuletnia córka, dobra praca. Ale coś nie grało. W końcu podjęliśmy z mężem trudną decyzję o rozwodzie. Niektórzy uważają, że rozwód to porażka. Mnie zmobilizował do działania – potraktowałam go jako szansę. Na co? Rozwód i szansa – brzmi przewrotnie. Na rozwój. W małżeństwie były rzeczy, z których świadomie zrezygnowałam, bo uznałam, że rodzina jest priorytetem. Kiedy rozpadło się moje małżeństwo miałam do wyboru – zostać w swoim mieście, gdzie miałam poczucie bezpieczeństwa, pracę, rodziców, którzy pomogliby mi w opiece nad dzieckiem albo spakować wszystko i przenieść się do Warszawy, do której mnie ciągnęło od dawna i gdzie czekały na mnie nowe szanse i wyzwania. Nie było strachu – jak ja sobie poradzę sama, z małym dzieckiem? Były chwile, że miałam ochotę schować się pod kołdrę. Rozwód to ogromne emocje, nieraz pojawiają się łzy, które przełyka się w kącie po cichu. Zadawałam sobie pytanie – i po co ci to było? Ale stało się tak, jak się stało. Uznałam, że nie ma sensu rozpaczać. Zamiast tego wolę wyznaczać sobie cel i konsekwentnie go realizować. Wtedy celem stała się Warszawa. Samotna matka w wielkim mieście – jak wyglądały początki? Cała przeprowadzka trwała kilka miesięcy. Wiele okoliczności mi sprzyjało. Moja córka akurat szła do tzw. „zerówki”, co ułatwiało znalezienie szkoły. Zawodowo udało mi się przenieść w ramach tej samej firmy. Nie było tak źle. Dużo się działo. Zaczęłam robić studia Executive MBA. Postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i studiowałam po angielsku. Lubisz stawiać sobie ambitne cele? Niektórzy mówią, że jestem przesadnie ambitna, ale dla mnie ta ambicja była zawsze źródłem ogromnej motywacji. Także do tego, żeby zmieniać swoje życie. Nigdy nie miałam ambicji, żeby być najlepszą, żeby zbierać awanse. Moje ambicje zawsze skupiały się na tym, żeby się rozwijać. Decydując się na wyjazd do Warszawy, chciałam dać sobie szansę na realizację swoich zamierzeń. Mam świadomość, że była to odważna decyzja. Zwłaszcza, że była kilkuletnia córka, której też zmieniało się całe życie. Moja córka jest dla mnie całym światem. Od początku, kiedy się urodziła i kiedy musiałam o nią walczyć, bo była wcześniakiem. Ale ja jestem konsekwentna i uparta. Wiedziałam, że to, co robię, robię nie tylko dla siebie, ale także po to, żeby moja córka miała lepszą przyszłość. Zawsze jej powtarzam, że ten wysiłek jest potrzebny, żeby nam się lepiej żyło. Nie w sensie materialnym, ale w sensie możliwości realizacji siebie, realizacji swoich marzeń. To prawdziwy sens tego, co robię. Przeczytaj także: Ponad 42% prywatnych przedsiębiorców na działania prorodzinne nie przeznacza ani złotówki A jak ona to widziała? Jestem pracującą mamą. Wiem, że nie było jej z tym łatwo. Były takie momenty, kiedy popłakiwała w poduszkę, gdy późno wracałam. Miała na mnie różne sposoby, na przykład nie chciała odrobić lekcji, póki nie wróciłam z pracy. Mnie z kolei było ciężko, gdy zdałam sobie sprawę, że czasami najbliższą jej osobą była niania, z którą siedziała popołudniami. Przez cały czas uczyłam się jej, jej potrzeb, słuchałam tego, co mówi i starałam się być świadomą mamą. Kiedy sobie nie radziłam, prosiłam o radę psychologa, żeby pomóc jej z trudnymi emocjami, które pojawiły się w związku z rozwodem, z przeprowadzką, z nowym otoczeniem. Od początku postawiłam na szczere rozmowy. Nigdy niczym jej nie zaskakiwałam, zawsze jej tłumaczyłam, co się dzieje, co się wydarzy. Dziś jest już nastolatką i jesteśmy w bliskich relacjach. Staram się być dla niej wzorcem, a jednocześnie nie traktować jej jak dziecka. Często popełniamy błąd uznając, że nasze dziecko to tylko dziecko. Nieprawda. To mały człowiek, który też ma emocje i rozumie więcej niż nam się wydaje. Dlatego te rozmowy były tak ważne. Nie miałaś wyrzutów sumienia? Poczucie winy i wątpliwości, czy dość czasu poświęcamy własnemu dziecko to coś, co zabija samotne matki. Pojawiają się też wokół nas osoby, które będą nam przypominać, że jesteśmy „wyrodne”, bo siedzimy w pracy, a dziecko czeka w domu. Dylematy pojawiają się każdego dnia i musimy sobie z nimi poradzić. Jak Ty sobie z nimi radzisz? Wychodzę z założenia, że wszystko, co robię, robię po to, żebym była szczęśliwsza i żeby moja córka była szczęśliwsza. Tak ułożyło się moje życie. Nie ma sensu się umartwiać, narzekać i płakać nad sobą. Lepiej się realizować i skupić na budowaniu relacji z dzieckiem, bo to jest najważniejsze. Zdarzyło się, że miałam wykłady w Gdańsku dwa dni pod rząd. Pojechałam rano i wieczorem wróciłam. Przenocowałam w domu, a następnego dnia rano znów ruszyłam w trasę. I nie myślałam – „Och, jak ja się poświęcam”. Myślałam – „Moja córka mnie potrzebuje”. Dla mnie ważne jest to, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę – Jestem spełniona. Widzę jak to procentuje – w relacjach zawodowych, w relacjach z moją córką. Takie podejście wyniosłaś z domu czy uczyłaś się go „po drodze”? Pochodzę z rodziny, w której mama poświęciła się naszej rodzinie. Stworzyła fantastyczny, ciepły dom. Podziwiam ją za to, co zrobiła, ale ja byłam inna. Jestem bardzo niezależną i samodzielną osobą i chyba to zdecydowało, że chciałam żyć inaczej. Jestem samotną mamą pracującą, czasami ktoś pomaga mi w opiece nad dzieckiem, sprząta dom i prasuje, ale moja córka nigdy nie jadła obiadów w szkole. Zawsze przygotowywałam jej obiady sama. Nawet jeśli kosztem była nieprzespana noc. Myślę, że jest to kwestia priorytetów i umiejętności zorganizowania sobie życia. To, co mi bardzo pomogło, żeby ułożyć sobie to samodzielne życie z córką to moja samodyscyplina. I nie chodzi o to, że nie potrafię sobie czasem odpuścić. Są momenty, kiedy poleżę przed telewizorem i obejrzę dobry film, uwielbiam jogę, kino i dobrą sztukę w teatrze. Z przyjemnością spotkam się ze znajomymi. Ale na co dzień wiem, że jeśli chcę realizować się zawodowo i być mamą dla mojej córki muszę być konsekwentna, dobrze zorganizowana i zdyscyplinowana. Mój dzień jest dokładnie zaplanowany – to, o której wstaję, kiedy wychodzę z domu, co robię, kiedy odbieram córkę ze szkoły lub z dodatkowych zajęć. Nie jest ci z tym czasem ciężko? Czasem myślę sobie, o ile byłoby mi łatwiej, gdybym miała partnera, który by mnie wsparł w tym wszystkim, z pewnych rzeczy odciążył, a przede wszystkim był moim przyjacielem. Ale skoro tak się ułożyło moje życie, to trzeba sobie z tym poradzić najlepiej jak się da. Poza tym nauczyłam się prosić o pomoc innych, na przykład kiedy coś mi wypada i trzeba odebrać moją córkę z zajęć. Często mamy obawy, że ktoś odmówi, że nie powinniśmy innym zawracać głowy swoimi sprawami. A ja z doświadczenia wiem, że jest inaczej. Większość osób mówi „Fajnie, że dzwonisz i że możemy pomóc”. Mam wokół siebie wielu fantastycznych ludzi, którzy wiele wnoszą w moje życie. Ja też staram się wiele z siebie dawać w tych relacjach. Uwielbiam ludzi mądrzejszych od siebie. Kiedy zaczynałam swoją drogę i czułam się jeszcze zakompleksioną młodą dziewczyną, pomyślałam, że jeśli chcę to zmienić, muszę otaczać się ludźmi, od których mogę się uczyć. Kiedyś moja nauczycielka wpisała mi do pamiętnika słowa, które stały się moim życiowym motto: „Żyj tak, aby ślady twoich stóp przeżyły ciebie”. Staram się zostawiać coś z siebie także w innych ludziach. Wróćmy do wyzwań zawodowych, które stoją przed samotną matką. Teraz, podobnie jak wiele innych mam w Polsce rozwijasz swoją firmę. Wcześniej pracowałaś w korporacjach. Czy firma wspierała cię w godzeniu ról – mamy i pracownika? Nie. A zabiegałaś kiedykolwiek o to? W firmie wiedziano, że byłam samotną mamą. Nie ukrywałam się z tym. Ale też starałam się tego nie wykorzystywać. Tak wszystko organizowałam, żeby moi współpracownicy i szefowie tego nie odczuwali. Prawda jest taka, że odbywało się to czasem kosztem mojego dziecka i miałam z tym bardzo duży problem. Uparłam się, żeby to wszystko pogodzić. Dziś widzę, że może za bardzo, że nic by się nie stało, gdybym czasem wzięła więcej wolnego. Zauważyłam, że my-kobiety często się krygujemy z tym, że jesteśmy mamami. Tak jakbyśmy się bały, że jeśli sobie trochę odpuścimy, to przełożeni stracą do nas zaufanie i nie pozwolą nam się już więcej realizować. Statystyki pokazują, że dla wielu kobiet to samodzielne macierzyństwo jest bardzo trudne – ledwo wiążą koniec z końcem, wiele z nich nie może znaleźć pracy, byli mężowie zalegają z alimentami. To duży problem. Przede wszystkim samotne kobiety mają przed sobą wyzwanie ekonomiczne – musimy zarobić za dwie osoby. Musimy utrzymać dom, dzieci. Nie mamy siatki bezpieczeństwa, kiedy tracimy pracę lub zaczynamy gorzej zarabiać. Wiele z nas nie ma luksusu, żeby powiedzieć – ta praca mi się nie podoba, więc rzucam ją i biorę pracę gorzej płatną, w której będę realizować swoje pasje. W organizację naszego życia, w obowiązki wkładamy dwa razy więcej wysiłku, bo musimy z tym wszystkim poradzić sobie same. To, że wiele kobiet nie radzi sobie w tej sytuacji jest zrozumiałe. Wiele z nas nie wie, co może zrobić. Zamykamy się więc w swoim świecie i boimy się wyjść, by sięgnąć po więcej. Bardzo ważne jest więc uświadomienie tym kobietom, że są fantastycznymi, utalentowanymi osobami, w których drzemie ogromna siła. Już sam fakt, że samodzielnie radzą sobie z wychowaniem dzieci pokazuje, jaki w nich drzemie potencjał. Wielu pracodawców niechętnie go dostrzega. Dla nich samotna matka to tylko kłopoty. Obawiają się, że nie weźmie na siebie odpowiedzialnych zadań, co chwila będzie chodziła na zwolnienia. Są niestety kobiety, które samotne macierzyństwo wykorzystują, żeby mieć w pracy taryfę ulgową. Ale wiele samotnych matek jest świetnymi pracownikami, bo są lepiej zorganizowane i bardziej efektywne, właśnie przez to, że muszą pogodzić więcej obowiązków. Pracując kilkanaście lat w bankowości i w korporacjach, starałam się zawsze wnosić coś ekstra. I nie chodziło o to, że musiałam komuś coś udowadniać, ale o to, by realizować swój potencjał. Moje doświadczenie mówi, że kiedy dajemy z siebie dużo, to procentuje i czasem nawet ten groźny szef okazuje się tolerancyjną i elastyczną osobą. Nie zamykajmy się i nie zakładajmy, że coś jest niemożliwe. Niektórym kobietom brakuje odwagi. Czują się zagubione, niepewne. Boją się ryzyka, bo są same z dziećmi i to je paraliżuje. Życie nauczyło mnie, że jeśli nie wyjdziemy do świata i nie powiemy, że szukamy swojej szansy, to świat nie wpadnie na to, żeby nam ją dać. Dziś podejście „Siedź w kącie, a znajdą cię” już nie działa. Trzeba wyjść do ludzi, powiedzieć – „Chcę się zmienić, chcę zmienić swoje życie, pomóż mi”, żeby dostać możliwości. Myślę, że najważniejsza jest umiejętność świadomego kształtowania swojego życia. To najdłuższa i najtrudniejsza praca, bo wiele z tych barier jest w naszych głowach. Każdego z nas spotykają w życiu momenty (rozwód, choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy), kiedy – mamy wrażenie – że świat nam się zawalił. Pojawia się myśl – jak sobie z tym wszystkim poradzę? A później zaczynamy żyć i okazuje się, że ze wszystkim sobie świetnie radzimy. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety, którym się udało mówiły o tym głośno. Pokazały innym kobietom, że jest to możliwe. Tak, to jest trudne, ale życie mamy jedno. Warto pomyśleć o swoich marzeniach i o tym, że tylko my możemy je dla siebie zrealizować. Nikomu nie służy, kiedy wiecznie zestresowana matka biegnie, bo musi odebrać dziecko, choć powinna jeszcze zrobić tysiąc innych rzeczy. Jeśli to zmieniamy i pokazujemy, że radzimy sobie, że jesteśmy świadome siebie i gotowe na wyzwania, to świat zaczyna nas zupełnie inaczej postrzegać. Kiedy my same dajemy sobie szansę, inni też chcą nam ją dawać. Tego uczysz swoją córkę? Uczę ją podejmowania wyzwań, decyzji, tego, że warto podjąć wysiłek, żeby osiągnąć swój cel. Jest nastolatką, więc czasem zdarza jej się, że nie ma ochoty iść na zajęcia dodatkowe, bo woli spotkać się z przyjaciółkami. Staram się jej więc pokazać, że obie te sfery są ważne, a jedna nie powinna cierpieć kosztem drugiej. Dlatego uczę ją planowania – tak, żeby znaleźć czas i na pracę, i na przyjaciół. Widzę, że to działa. Niedawno musiałyśmy podjąć decyzję o wyborze gimnazjum. Wybrała takie, gdzie poziom jest wyższy, choć trudniej się do niego dostać. I udało się – już wiemy, że dostała się do jednego z najlepszych gimnazjów. Ja z kolei staram się ją wspierać i dawać jej różne możliwości poznania swoich pasji. Pokazuję jej, że zawsze warto realizować siebie i swoje marzenia. I, że nie zawsze prosta droga jest dla nas najlepsza. Czasem musimy z czegoś zrezygnować, żeby w zamian coś dostać. Zdarza ci się czasem zrobić coś tylko dla siebie? To jeden z problemów samotnych matek – my ciągle uważamy, że nie mamy czasu, że wszystko jest ważniejsze, tylko nie my. A od tego powinnyśmy właśnie zacząć – od zadbania o siebie. Zdarza mi się wyjeżdżać bez córki na weekend lub krótki urlop. Ale zawsze wszystko jej tłumaczę – dlaczego tak robię, dlaczego tak się dzieje. Bywało, że podczas takich wyjazdów brakowało mi jej. Kiedy wracałam mówiłam jej po prostu – byłam w fantastycznym miejscu, do którego chciałabym cię zabrać. Teraz ja pokażę ci świat. I pokazuję. Obie uwielbiamy podróżować. *** Gościem wywiadu była Urszula Wiśniewska. Założycielka i Partner Zarządzający Independent Economic Experts’ Institute, w ramach którego organizowana jest Akademia Start & Up – ogólnopolski projekt edukacyjny skierowany do mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw, a także dla przyszłych przedsiębiorców z pomysłem na biznes. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w zarządzaniu w różnych obszarach na różnych poziomach bankowości. Zajmowała się zagadnieniami ładu korporacyjnego w bankowości. Tworzyła oraz realizowała projekty edukacyjne łączące naukę z biznesem. Dodatkowo tworzy nowe kierunki rozwoju kadry bankowej na ogólnopolskich uczelniach, prowadzi wykłady z finansów, bankowości i zarządzania, uczestniczy w konferencjach, wydaje publikacje naukowe. Pracowała w dużych korporacjach międzynarodowych należących do jednych z największych grup finansowych na świecie ( Pekao Bank Zachodni WBK współpracowała z Komisją Nadzoru Finansowego oraz Związkiem Banków tytuł doktora nauk ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie – specjalizacja bankowość. Ukończyła studia Executive MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Pracuje nad habilitacją dotyczącą modelu zarządzania bankiem.